poniedziałek, 28 października 2013

obcasikiem

Marta Podgórnik

* * *

chciała okazać ufność przy pomocy zestawu ale
co to to nie powiedziało niebo nie ma mocy uzdrawiać
zamilknie nareszcie wtórowało mu słońce i wszystko pod słońcem

nieszczęsna lecz przecież nie całkiem zabita nie
wykończona jeszcze patrzy z nad krawędzi stuka obcasikiem
szelma wciąż krew w niej gra awangardowo jeszcze
powietrze łapie z wirtuozerią szczupaka czego płacze

niewierna której winy będą wymazane dopiero deszczem
bębniącym w szyby bieszczadzkiego domku gdzie na
maszynie przodków będzie tkała wiersze tylko dla siebie
zmyślała historie i zamiast kary wreszcie poniesie dar życia

niebo nie ma mocy uzdrawiać...

tam... :(


Smutno.
Tam - jest też Tadeusz Mazowiecki, któremu zawdzięczam m.in. wolną Polskę.
Wielki skromny Człowiek, jeden z nielicznych Autorytetów. 
Dużo śmierci wokół ostatnio... za dużo.

piątek, 18 października 2013

odosobnienie

Po takiej nocy jak poprzednia na drzewach jest dużo mniej liści, a pola porośnięte "mimozami" (tymi z piosenki Niemena) stają się jeszcze bardziej bure i zgniłe. Jesień słoneczną i złotą lubią chyba wszyscy, ale tę drugą jej twarz, deszczową, wietrzną, obumierającą polubić trudniej. A ja ją lubię całą, choć z domu dzisiaj nie wyszłam, żeby nie wystawiać zdrowia synka na jej kaprysy. Ale jutro znów pójdziemy na spacer do lasu... Pod naszym bukiem pewnie zastaniemy piękny kobierzec z liści, a po obu stronach ścieżki będą się czerwienić nowe kapelusze muchomorów :)










poniedziałek, 14 października 2013

Ułan Bator

Kiedy byłam mała, jedną z większych przyjemności znajdowałam w przeglądaniu pocztówek, które moja rodzina dostawała od lat. Mama gromadziła je w pudełku, pudełko było w komódce ukryte w szufladzie i chociaż nikt nie zakazywał mi tam zaglądać, oglądanie i – później – czytanie pocztówek miało coś w sobie z tajemnicy. O wiele bardziej interesujące od kartek świątecznych czy imieninowych były oczywiście kartki z różnych stron Polski, bo dzięki temu mogłam zobaczyć, jak wygląda Ciechocinek, Ustka, Warszawa (a tu Wilanów), Kraków, Poznań, Kazimierz Dolny, Mikołajki i wiele innych miejscowości. Szczególnym rarytasem były jednak pocztówki z zagranicy. Dziwne, egzotyczne, z niesamowitymi znaczkami, które odklejałam nad parującą wodą, suszyłam i wkładałam do klaserów. Była wśród nich kartka z Ułan Bator. Nie pamiętam już, kto ją wysłał ani kiedy. Pamiętam jednak, że na tej pocztówce stolica Mongolii wydała mi się najpiękniejszym miastem świata. Prawdopodobnie ważna też była sama nazwa, dość dziwaczna i zupełnie niespotykana: Ułan Bator… Nie wiedząc nic o tym dalekim kraju, snułam domysły, jak tam musi być pięknie, kolorowo, egzotycznie, bajecznie… I w dziecięcym marzeniu zapragnęłam tam kiedyś pojechać. To marzenie zostało potem wzmocnione opowieścią znajomego o pięknie mongolskich stepów.
A dziś to dziecięce wyobrażenie, idealizowane, a jakże, zdruzgotał ten oto opis z książki Andrzeja Stasiuka:
Ułan Bator jest straszne. Codziennie sprawdzam w necie, jaka jest tam pogoda. Dzisiaj akurat chmury i tylko minus dwadzieścia. Najczęściej jest zimniej: minus dwadzieścia pięć, dwadzieścia siedem, trzydzieści. Wyobrażam sobie, jak o trzeciej, czwartej zapada zmrok i miasto tonie w ciemnościach. Prawie nie ma latarni. Świecą witryny, trochę reklam i reflektory samochodów. Skute mrozem obozowisko z betonu na środku stepu. Z jurtowych slumsowisk snuje się węglowy dym. Pokrycia namiotów są czarne od sadzy. Zresztą całe miasto musi być czarne, bo pali się tylko węglem. Najbrzydsza i najzimniejsza stolica świata – tak się o nim mówi.
Dlatego wyjazd z Ułan Bator ma w sobie coś z podróży mistycznej: jakbyśmy przeszli na drugą stronę lustra, jakbyśmy opuścili fatalność człowieczej kondycji z jej rozpaczliwym imperatywem rozwoju oraz modernizacji. Oto raptem wszystko się kończy. Nie ma właściwie przedmieść, bo przecież całe Ułan wygląda jak przedmieście. Zjawia się step i niebo bez śladu zrasta się z ziemią. Droga niknie na horyzoncie.
/Andrzej Stasiuk, Nie ma ekspresów przy żółtych drogach, Czarne, Wołowiec 2013/

Tych pocztówek już dawno nie ma…

środa, 9 października 2013

rapete-papete pstryk!

Agnieszka Osiecka, „Szukam wiatru w polu”
Są takie noce
od innych łaskawsze,
kiedy się wolno wygłupić,
wolno powtarzać "nigdy" i "zawsze",
wolno słowami się upić,
tylko nie wolno tej nocy pod różą
okraść, okłamać, oszukać,
bo się już będzie
odtąd na próżno
bezsennej nocy tej szukać...
Szukam wiatru w polu,
zapomnianych słów,
śladu łez w kąkolu,
przedwczorajszych bzów.
Szukam wiatru w polu,
jak to trwa i trwa,
chociaż oczy bolą,
szukam w niebie dna...
Są takie noce
od innych ciemniejsze,
kiedy się wolno rozpłakać,
wolno powtarzać słowa najświętsze,
mówić o wróżbach i znakach,
tylko nie wolno tej nocy pod różą
okraść, okłamać, oszukać,
bo się już będzie
odtąd na próżno
bezsennej nocy tej szukać...
Szukam wiatru w polu,
zapomnianych słów,
śladu łez w kąkolu,
przedwczorajszych bzów.

Szukam wiatru w polu,
jak to trwa i trwa,
chociaż oczy bolą,
szukam w niebie dna...

dziś Osiecka skończyłaby 77 lat 

piątek, 27 września 2013

jesień... lately :)

te zdjęcia jeszcze nie takie...
bo nie ma wolności spojrzenia i czasu :)
ale jeszcze będą





Na dokładkę Kate Bush, ona taka jesienna dla mnie :)



poniedziałek, 16 września 2013

"żabko, nie wciąż na dystans"*

Paweł Kozioł   
***

co powiedzą te miasta szlifowane
papierem ściernym mrozu i waszych gazet białym
światłem gorączki solą śniegu po którym

tak prześlizguję się obok twojego życia
nieobecny oddechem
nieobecny wierszem

co powiedzą te miasta którym niosę ogień
samotności a zresztą mniejsza o miasta dlaczego
im więcej mojego słowa tym więcej twojej ciszy

zaś moja cisza odbija się w lustrze
twojej bez śladu gdy stają naprzeciw

siebie nie wiedząc jak przyznać się do racji

Wiersz przeczytany i "pożyczony" z bloga Eweliny.
* cytat z innego wiersza tego samego autora, "Pieśni o żabce i gwoździu", do przeczytania tu.

wtorek, 10 września 2013

garb

Ja też toczę swój garb :) Suma lat, zdarzeń, uśmiechów, uniesień, łez, smutku, samotności, spotkanych ludzi, decyzji, wyborów, marzeń spełnionych i nie do spełnienia, zaprzepaszczonych planów, dumy i wstydu, podjętych wyzwań, rezygnacji...
Stachura na kolejną podróż :)


czwartek, 5 września 2013

close to me

Oto dzieje się, już, bliskość życia i śmierci, naturalne ujarzmione przez "pomoc medyczną", zamykane w sterylnych salach, z czujnikami, setkami leków,wenflonów, zastrzyków, przyrządów, narzędzi. Oto Cię przeprowadzą, Synku, na drugą stronę świata, bo moja obecność nie wystarczy, więc będziesz popychany, szarpany i wyciągany, oceniany i badany, oglądnie Cię z każdej strony czujne oko innych. Zanim będziemy sami, minie wiele chwil. Zanim znajdziemy siebie, minie wiele nieprzespanych nocy. Nie wiem jeszcze, jak być Twoją mamą, na ile Cię chronić, a na ile szczerze mówić, jaki jest świat, a jaki mógłby być... Ale może się tego nauczę? Tak jak uczę się od tylu lat przy Twojej Siostrze. Chciałabym być mamą odważną, żebyś i Ty był odważny, mamą wrażliwą, żebyś i Ty był wrażliwy, silną i ciepłą, żebyś i Ty był silny i ciepły. I czasem też wyluzowaną, żebyś umiał cieszyć się życiem :) Ale chcę też, żebyś wiedział, że każdy ma prawo szukać, wątpić, upadać i błądzić. Tak jak każdy ma prawo wybierać. Dobrze i źle. Jedno i drugie ma swoje konsekwencje. To dla Ciebie...


Tak naprawdę w zamierzeniu ten post to miały być podziękowania i jeden z ostatnich tak osobistych i emocjonalnych wpisów. Nie miałyby moje powyższe słowa takiego wyciszonego tonu, gdyby nie wspaniali Ludzie, którzy towarzyszyli mi w tym trudnym oczekiwaniu. Dziękuję! Zwłaszcza dwójce, Małgosi i Mirkowi. Margot, Ty miałaś i masz swój niełatwy czas, a jednak przy mnie byłaś, jak zawsze od prawie 25 lat... Mirku, Ty mógłbyś mieć najmniej powodów, żeby mi towarzyszyć, a zrobiłeś więcej niż ktokolwiek inny. Dziękuję :))) I wszystkim Innym, pytającym, wspierającym, wysyłającym dobre myśli - serdeczne dzięki!!! Z Wami ten świat jest lepszy :)))