niedziela, 30 września 2012
sobota, 29 września 2012
Marina
Pisać o Marinie Abramović, kiedy na ekrany wchodzi dokument o jej twórczości, a zwłaszcza o jednym z jej ostatnich performance'ów "Artystka obecna", jest jak wejście do strumienia, który właśnie przybiera i przyspiesza w swoim nurcie. Nie będę ukrywać, nie znałam wcześniej dokonań Mariny Abramović, ale jest w niej coś takiego, co sprawia, że mam wrażenie, iż znam ją od dawna. To nawet nie cecha charakteru ani nawet sposób, w jaki tworzy, ale chyba jakiś rodzaj wrażliwości, spojrzenia na świat i na relacje międzyludzkie.
Podziwiam jej odwagę w przekraczaniu granic między artystą a widzem, granic wytrzymałości psychicznej i fizycznej i głębię, której dotyka, mimo wszystko. Wcale niełatwo jest dotknąć tej głębi w sztuce. Wcale niełatwo jest stworzyć coś z niczego. Mając za matrycę siebie samego, własne ciało, oddając się w ręce drugiego artysty (jak w performance'ach z Ulayem) lub odbiorców. Film dokumentalny "Marina Abramović. Artystka obecna" połyka się jednym haustem, chłonie się jego prosty i jednocześnie głęboki przekaz. Można Abramović zarzucać, że ociera się o granice artystycznego wyrazu, że swoją intymność wystawia na widok publiczny, a jednak jest w jej sztuce dotykająca głębi treść. A jest nią miłość, nienawiść, miłość do świata, komunikacja, uprzedmiotowienie, ból, zaufanie, samotność i... po co wymieniać? Marina mówi o tym, o czym od wieków mówią artyści i nie tylko oni. Ale mówi w sposób czysty, piękny i prawdziwy. Bez oglądania się na innych, bez sprzedawania siebie. Warto iść do kina na film o Marinie, nawet jeśli się jej zupełnie nie znało wcześniej.
Poniżej kadr z jej eksperymentu Breathing In/Breathing Out, który przeprowadziła razem ze swoim ukochanym, artystą Ulayem, z którym żyła i tworzyła przez 12 lat. Z zewnątrz wygląda to jak pocałunek, jednak polegało to na tym, że artyści wdychali i wydychali to samo powietrze, nie odłączając od siebie ust. Robili to tak długo, aż jedno z nich nie straciło przytomności. Jaka jest wymowa tego performance'u, można przeczytać np. tu.
Podziwiam jej odwagę w przekraczaniu granic między artystą a widzem, granic wytrzymałości psychicznej i fizycznej i głębię, której dotyka, mimo wszystko. Wcale niełatwo jest dotknąć tej głębi w sztuce. Wcale niełatwo jest stworzyć coś z niczego. Mając za matrycę siebie samego, własne ciało, oddając się w ręce drugiego artysty (jak w performance'ach z Ulayem) lub odbiorców. Film dokumentalny "Marina Abramović. Artystka obecna" połyka się jednym haustem, chłonie się jego prosty i jednocześnie głęboki przekaz. Można Abramović zarzucać, że ociera się o granice artystycznego wyrazu, że swoją intymność wystawia na widok publiczny, a jednak jest w jej sztuce dotykająca głębi treść. A jest nią miłość, nienawiść, miłość do świata, komunikacja, uprzedmiotowienie, ból, zaufanie, samotność i... po co wymieniać? Marina mówi o tym, o czym od wieków mówią artyści i nie tylko oni. Ale mówi w sposób czysty, piękny i prawdziwy. Bez oglądania się na innych, bez sprzedawania siebie. Warto iść do kina na film o Marinie, nawet jeśli się jej zupełnie nie znało wcześniej.
Poniżej kadr z jej eksperymentu Breathing In/Breathing Out, który przeprowadziła razem ze swoim ukochanym, artystą Ulayem, z którym żyła i tworzyła przez 12 lat. Z zewnątrz wygląda to jak pocałunek, jednak polegało to na tym, że artyści wdychali i wydychali to samo powietrze, nie odłączając od siebie ust. Robili to tak długo, aż jedno z nich nie straciło przytomności. Jaka jest wymowa tego performance'u, można przeczytać np. tu.
poisoned well
Jacek Malczewski forever!
Motyw zatrutej studni "(...) symbolizuje cel ludzkich dążeń, zarówno w wymiarze narodowowyzwoleńczym jak i egzystencjalnym, zyskuje walor powszechny, archetypiczny i osobisty, odnosi się do ulegania złu i do jego przezwyciężania, metaforycznie oddaje pragnienie osiągnięcia wolności, prawdy i szczęścia."
/Irena Kossowska, Jacek Malczewski/
Motyw zatrutej studni "(...) symbolizuje cel ludzkich dążeń, zarówno w wymiarze narodowowyzwoleńczym jak i egzystencjalnym, zyskuje walor powszechny, archetypiczny i osobisty, odnosi się do ulegania złu i do jego przezwyciężania, metaforycznie oddaje pragnienie osiągnięcia wolności, prawdy i szczęścia."
/Irena Kossowska, Jacek Malczewski/
czwartek, 27 września 2012
lately
„Paryż, Teksas” Wima Wendersa (1984)
Bardzo dobry film. Jak na Wendersa – nieprzegadany i nieprzeestetyzowany.
Po prostu dobra, jednowątkowa opowieść pełna ciepła i bólu. O miłości
zniszczonej przez nieuzasadnioną, obsesyjną zazdrość, o pustce, którą nie
zawsze da się zapełnić, o nagłym braku zrozumienia między ludźmi, którzy przez
chwilę byli bardzo szczęśliwi, o nienawiści, która zastąpiła miłość. Wenders
czuje Amerykę jak mało który europejski reżyser. I lubię te jego wstawki z
drugim okiem kamery, filmu w filmie, uchwyconego spojrzenia wewnątrz obrazu.
środa, 26 września 2012
tak
Krzysztof Siwczyk Popołudnie-mam 9 lat
Agnieszce
Ta dziewczynka z klatki obok
zawsze w zaplamionej musztardą sukience
kładła mnie w mokrym tłuszczu piaskownicy
prosząc bym machał rękoma jak orzeł Ja
tropiłem ślady bieżnika sandałów
które nosiła niedopięte jak niebo przed deszczem
Popisywałem się swoimi sztuczkami z nadmuchiwaniem żab
gdy ona moczyła stopy w stawie nieopodal elektrowni
Drapiąc się pod kolanami pytała mnie
o kolor swoich pięt głęboko wytartych pumeksem
Popołudniami grzebiąc palcami w ostrej trawie
Nasłuchiwaliśmy zbliżających się pociągów z węglem
Dostała czkawki kiedy dotknąłem
jej ust ciepłym od kataru nosem
Ta dziewczynka z klatki obok
zawsze w zaplamionej musztardą sukience
kładła mnie w mokrym tłuszczu piaskownicy
prosząc bym machał rękoma jak orzeł Ja
tropiłem ślady bieżnika sandałów
które nosiła niedopięte jak niebo przed deszczem
Popisywałem się swoimi sztuczkami z nadmuchiwaniem żab
gdy ona moczyła stopy w stawie nieopodal elektrowni
Drapiąc się pod kolanami pytała mnie
o kolor swoich pięt głęboko wytartych pumeksem
Popołudniami grzebiąc palcami w ostrej trawie
Nasłuchiwaliśmy zbliżających się pociągów z węglem
Dostała czkawki kiedy dotknąłem
jej ust ciepłym od kataru nosem
getting strong
Koncert Massive Attack wciąż jeszcze przede mną... Ale mogłabym ich usłyszeć, zobaczyć i... można umierać.
i jeszcze "Angel", czyli totalny odlot...
i jeszcze "Angel", czyli totalny odlot...
wtorek, 25 września 2012
Le vent nous portera
Noir Desir, Uniesie nas wiatr
Nie boję się drogi, którą muszę przejść,
Trzeba to zobaczyć, trzeba tego spróbować,
W różnych kierunkach, aż do nicości,
I wszystko będzie dobrze...
Wiatr to uniesie...
Blask wiadomości do Wielkiej Niedźwiedzicy,
I trajektorię lotu,
Do aksamitu chwili,
Nawet, jeśli w pustkę...
Wiatr to uniesie...
Wszystko zniknie,
Kiedy poniesie nas wiatr...
Czułość w zasięgu strzału,
Rozdzierający ból otwartych ran,
Smak innych dni,
Wczoraj i jutro...
Wiatr to uniesie...
Kody genetyczne naszych ciał,
Chromosomy w atmosferze,
Taksówki do innych galaktyk,
I lot mojego zaczarowanego dywanu...
Wiatr to uniesie...
Wszystko zniknie,
Kiedy poniesie nas wiatr...
Perfumy o zapachu naszych martwych lat,
Tych, które mogą zapukać do waszych drzwi,
Nieskończoność przeznaczenia,
Nasza przeszłość, co ją zatrzyma?
Wiatr to uniesie...
W czasie przypływu
Kiedy każdy robi rachunek sumienia
Zabieram ze sobą, wyżłobioną w moim cieniu
Garść twoich prochów...
Wiatr to uniesie,
Wszystko zniknie,
Kiedy zabierze nas wiatr...
W różnych kierunkach, aż do nicości,
I wszystko będzie dobrze...
Wiatr to uniesie...
Blask wiadomości do Wielkiej Niedźwiedzicy,
I trajektorię lotu,
Do aksamitu chwili,
Nawet, jeśli w pustkę...
Wiatr to uniesie...
Wszystko zniknie,
Kiedy poniesie nas wiatr...
Czułość w zasięgu strzału,
Rozdzierający ból otwartych ran,
Smak innych dni,
Wczoraj i jutro...
Wiatr to uniesie...
Kody genetyczne naszych ciał,
Chromosomy w atmosferze,
Taksówki do innych galaktyk,
I lot mojego zaczarowanego dywanu...
Wiatr to uniesie...
Wszystko zniknie,
Kiedy poniesie nas wiatr...
Perfumy o zapachu naszych martwych lat,
Tych, które mogą zapukać do waszych drzwi,
Nieskończoność przeznaczenia,
Nasza przeszłość, co ją zatrzyma?
Wiatr to uniesie...
W czasie przypływu
Kiedy każdy robi rachunek sumienia
Zabieram ze sobą, wyżłobioną w moim cieniu
Garść twoich prochów...
Wiatr to uniesie,
Wszystko zniknie,
Kiedy zabierze nas wiatr...
poniedziałek, 24 września 2012
trzecie koty robią gnioty
To już trzecie kolaże, moje i córki. Ja pracuję zawsze od tekstu do obrazu, ona idzie na odwrót: od obrazu do tekstu i ma trochę trudniej, ale zawsze wie, co chciała przekazać. I to jest fajne :) W ogóle lubi wycinać, kleić, składać, komponować elementy na papierze - chyba zaraziłam ją scrapbookingiem kiedyś i tak jej zostało. Nigdy nie trzeba jej namawiać na "kolażowanie". I ma wyczucie abstrakcji :))) Lubię te wspólne chwile, chociaż zwykle nie mogę się skupić, bo ona zadaje tysiące pytań w trakcie pracy, na które muszę odpowiadać, rzecz jasna.
Dzisiejszy odcinek - w mojej wersji - sponsorują Ewa Lipska, Paul Eluard i Czesław Miłosz. Mieszanka wybuchowa.
Dzisiejszy odcinek - w mojej wersji - sponsorują Ewa Lipska, Paul Eluard i Czesław Miłosz. Mieszanka wybuchowa.
Paul Éluard, Do
zgubienia z oczu w kierunku mojego ciała
Do zgubienia z oczu w kierunku mojego ciała
Wszystkie drzewa wszystkie gałęzie wszystkie liście
Trawa u podstaw skały i masywy domów
Z daleka morze skąpane w twoim oku
Te obrazy z dnia na dzień
Ułomności cnoty tak niedoskonałe
Przezroczystość przechodniów na ulicach przygody
I przechodnie wyparowani od upartych poszukiwań twoich
Maniackie twoje idee z ołowianym sercem z dziewiczymi
wargami
Ułomności cnoty tak niedoskonałe
Podobieństwo spojrzeń przyzwalających do oczu które
zdobywasz
Pomieszanie ciał rozleniwień zapałów
Naśladowanie słów postaw idei
Ułomności cnoty tak niedoskonałe
Miłość to człowiek niedokończony
niedziela, 23 września 2012
just perfect...
Viola da gamba to jednakowoż jeden z moich ulubionych instrumentów. Od "Wszystkich poranków świata", od początku początków. A tu w pięknym wykonaniu "Folias de Espana" Jordi Savalla, hiszpańskiego muzyka i kompozytora.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






