czwartek, 23 kwietnia 2015
nowe
Kochani, jest nowy blog. Inny, jasny, uśmiechnięty. Jeżeli chcecie mnie tam odwiedzać, dajcie znać. A tymczasem na tej stronie mówię Adieu. A Dieux to coś jak "polecam Was Bogu" albo chociaż "niech Was nieszczęścia omijają".
piątek, 3 kwietnia 2015
niedziela, 22 marca 2015
ku końcówce
Dla tych, co nie rozumieją po angielsku. Meryl Streep - najlepsza!
"Nie mam już
cierpliwości do pewnych rzeczy, nie dlatego, że stałam się arogancka, ale po
prostu dlatego, że osiągnęłam taki punkt w moim życiu, gdzie nie chcę tracić
więcej czasu na to, co mnie boli lub mnie nie zadowala. Nie mam cierpliwości do
cynizmu, nadmiernego krytycyzmu i wymagań każdej natury. Straciłam wolę do
zadowalania tych, którzy mnie nie lubią, do kochania tych, którzy mnie nie
kochają i uśmiechania się do tych, którzy nie chcą uśmiechnąć się do mnie. Już
nie poświęcę ani minuty na tych, którzy chcą mną manipulować. Postanowiłam już
nie współistnieć z udawaniem, hipokryzją, nieuczciwością i bałwochwalstwem. Nie
toleruję selektywnej erudycji ani arogancji akademickiej."
/Meryl
Streep/
Tym samym żegnam zimę, depresję, brak słońca, krótkie dni i po raz kolejny wybieram Światło. Marzec już mnie ogrzewa i opromienia. I nie chcę, żeby zima kiedykolwiek wracała.
Tym samym żegnam zimę, depresję, brak słońca, krótkie dni i po raz kolejny wybieram Światło. Marzec już mnie ogrzewa i opromienia. I nie chcę, żeby zima kiedykolwiek wracała.
piątek, 13 marca 2015
jest petycja do podpisania
"O niczym nie można już mówić po prostu, trzeba wszystko umieścić w jakimś schemacie ideologicznym."
/Paweł Śpiewak/
Śpiewak powiedział to akurat w kontekście odbioru "Idy", ale te słowa odnoszą się do wielu tematów z życia publicznego. Mnie również męczy ideologizacja wszystkiego. Chciałabym mówić wprost.
Nie o gender. Nie o feminizmie. Nie o tradycyjnym modelu rodziny.
Fakty mówią za siebie i nie trzeba ich ideologizować.
Petycja jest tu.
Dopisane 14 marca. Dziś Prezydent podpisał ustawę ratyfikującąkonwencjeę. Warto zapamiętać dzisiejszą datę. :)))
/Paweł Śpiewak/
Śpiewak powiedział to akurat w kontekście odbioru "Idy", ale te słowa odnoszą się do wielu tematów z życia publicznego. Mnie również męczy ideologizacja wszystkiego. Chciałabym mówić wprost.
Nie o gender. Nie o feminizmie. Nie o tradycyjnym modelu rodziny.
Fakty mówią za siebie i nie trzeba ich ideologizować.
Co roku w Polsce ginie 150 kobiet i 30 dzieci w wyniku przemocy w rodzinie.
Petycja jest tu.
Dopisane 14 marca. Dziś Prezydent podpisał ustawę ratyfikującąkonwencjeę. Warto zapamiętać dzisiejszą datę. :)))
środa, 4 marca 2015
pewne problemy
"Ja dzieciom nie mówiłem, kiedy były małe, że pewnych
problemów nigdy nie rozwiążemy. Mówiłem – pewne problemy nie zostały
rozwiązane, ale najtęższe głowy nad tym pracują i starają się coś wymyślić.
Musimy z tym jeszcze jakiś czas żyć. Zobaczymy, może coś wymyślimy, albo wy coś
wymyślicie. I dzieci bardzo chętnie kupowały taka wizję świata, bo były
przekonane, że dość dużo w życiu zwojują – zresztą do dzisiaj tak myślą. Myślę,
że warto dać dzieciom poczucie, że pewne problemy będą rozwiązane.
Że my, dorośli czuwamy.
To jest jedna z ważniejszych spraw, żeby nie prezentować
dziecku ciemnej strony świata. Ale tutaj także trzeba mieć wyczucie. Bo można
popełnić dwa okropne błędy. Albo można dziecko wpędzić w sentymentalizm,
wmawiać, że wszystkie problemy zostaną rozwiązane i że będziemy mieli raj na
ziemi. To jest fałszywe, wstrętne złudzenie. Wszelcy rewolucjoniści z
fanatycznym profilem umysłu, to właśnie takie dzieci, którym obiecywano raj na
ziemi. I drugi błąd, równie przerażający, to jest cynizm i twierdzenie że masz
prawo od wszystkiego umyć ręce."
/Prof. Jacek Hołówka w rozmowie z Justyną Dąbrowską/
poniedziałek, 2 marca 2015
poniedziałek, 23 lutego 2015
moje
"Po pierwsze przyjaciele.
A poza tym:
Chcieć niezbyt wiele.
Wyzwolić się z kultu młodości.
Cieszyć się pięknem.
Nie dbać o sławę.
Wyzbyć się pożądliwości.
Nie mieć pretensji do świata.
Mierzyć siebie swoją własną miarą.
Zrozumieć swój świat.
Nie pouczać.
Iść na kompromisy ze sobą i światem.
Godzić się na miernotę życia.
Nie szukać szczęścia.
Nie wierzyć w sprawiedliwość świata.
Z zasady ufać ludziom.
Nie skarżyć się na życie.
Unikać rygoryzmu i fundamentalizmu."
A poza tym:
Chcieć niezbyt wiele.
Wyzwolić się z kultu młodości.
Cieszyć się pięknem.
Nie dbać o sławę.
Wyzbyć się pożądliwości.
Nie mieć pretensji do świata.
Mierzyć siebie swoją własną miarą.
Zrozumieć swój świat.
Nie pouczać.
Iść na kompromisy ze sobą i światem.
Godzić się na miernotę życia.
Nie szukać szczęścia.
Nie wierzyć w sprawiedliwość świata.
Z zasady ufać ludziom.
Nie skarżyć się na życie.
Unikać rygoryzmu i fundamentalizmu."
/Leszek Kołakowski/
czwartek, 12 lutego 2015
czwartek, 29 stycznia 2015
wtorek, 27 stycznia 2015
70. rocznica
"Zebraliśmy się tu z okazji rocznicy wyzwolenia
Auschwitz. (…) Auschwitz zaczął się od poniżania drugiego człowieka. Na tym
poniżaniu stał. Nie mógłby funkcjonować bez tego poniżania. Dlatego chciałbym
dziś z całym naciskiem powiedzieć: kto dziś poniża Roma, Żyda, Bośniaka, Turka,
Izraelczyka, Palestyńczyka, chrześcijanina, muzułmanina, człowieka
niewierzącego – to jakby zaczynał Auschwitz od nowa. Kto się takiemu poniżaniu,
takiemu sianiu nienawiści, przeciwstawia – temu należy się mój najwyższy
szacunek. Taki, jaki okazałem moim wyzwolicielom przed 70 laty."
- powiedział Marian Turski, przewodniczący Rady Muzeum
Historii Żydów Polskich POLIN, podczas wczorajszego przemówienia w berlińskim
Bundestagu.
wtorek, 13 stycznia 2015
z Kundery
"Wystarczy tak mało, niedostrzegalny powiew
wiatru, by sprawy lekko się przesunęły i to, za co jeszcze przed chwilą
człowiek gotów był oddać życie, nagle ukazuje się jako pozbawiony treści
bezsens."
"Człowiek sądzi, że gra rolę w określonej
sztuce, a nie przeczuwa, że na scenie niepostrzeżenie wymieniono tymczasem
dekoracje i on niczego nie podejrzewając, bierze udział w całkiem innym
przedstawieniu."
/Milan Kundera/
środa, 31 grudnia 2014
jednak nie
Nie będę ukrywać - to nie był najlepszy rok. Ale takie też są :) Był dobry, bo mogłam uczestniczyć w rozwoju synka, obserwować go, uczyć się go, być z nim. Był dobry, bo starałam się zrobić coś dobrego poza tym, co najbliżej, pod ręką, za ścianą. Był dobry, bo starałam się pracować. Był dobry, bo byli ze mną bliscy. Był dobry, bo była ze mną Margot. Nie był dobry, bo nie starczało mi sił, by zrealizować plany. Bo straciłam wiarę w kogoś. Bo straciłam wiarę w ideały, w lepszy świat. Bo w końcu spadła na mnie mgła. Bo są rzeczy, na które nic nie mogę poradzić, chociaż bardzo chcę. Ale i tak bywa.
Może następny będzie lepszy?
Może następny będzie lepszy?
sobota, 27 grudnia 2014
wtorek, 25 listopada 2014
Dzień Przeciwko Przemocy wobec Kobiet
Wisława Szymborska
Autotomia
W niebezpieczeństwie strzykwa dzieli się na dwoje:
jedną siebie oddaje na pożarcie światu,
drugą sobą ucieka.
jedną siebie oddaje na pożarcie światu,
drugą sobą ucieka.
Rozpada się gwałtownie na zgubę i ratunek,
na grzywnę i nagrodę, na co było i będzie.
W połowie ciała strzykwy rozwiera się przepaść
o dwóch natychmiast obcych sobie brzegach.
Na jednym brzegu śmierć, na drugim życie.
Tu rozpacz, tam otucha.
Jeśli istnieje waga, szale się nie chwieją.
Jeśli jest sprawiedliwość, oto ona.
Jeśli jest sprawiedliwość, oto ona.
Umrzeć ile koniecznie, nie przebrawszy miary.
Odrosnąć ile trzeba z ocalonej reszty.
Odrosnąć ile trzeba z ocalonej reszty.
Potrafimy się dzielić, och prawda, my także.
Ale tylko na ciało i urwany szept.
Na ciało i poezję.
Ale tylko na ciało i urwany szept.
Na ciało i poezję.
Po jednej stronie gardło, śmiech po drugiej,
lekki, szybko milknący.
lekki, szybko milknący.
Tu ciężkie serce, tam non omnis moriar,
trzy tylko słówka jak trzy piórka wzlotu.
trzy tylko słówka jak trzy piórka wzlotu.
Przepaść nas nie przecina.
Przepaść nas otacza.
Przepaść nas otacza.
/Wisława Szymborska/
Ważny tekst na dziś TU. Tam jest wszystko. A raczej jest to, co życzeniowe, na dziś, ważne, ale w jakimś sensie bezsilne. Słowa są czasem bezsilne. Nie wiem, jak zmieniać rzeczywistość ofiar. Jak uczynić, żeby nie były bite, zastraszane, poniżane. Nie wiem. Jestem bezsilna. Ale jest następny dzień. I następny. Każdy niesie szansę na działanie.
wtorek, 11 listopada 2014
sobota, 1 listopada 2014
Imagine
Recenzja T. Sobolewskiego z filmu "Zimowy sen" urzekła mnie. Tak bardzo chcę obejrzeć ten film...
<< (…) Szybko mija zimowa noc rozrachunków, mimo że przez trzy godziny bohaterom filmu niemal nie zamykają się usta. Ale czy nie jest tak, że ogromną część życia spędzamy na wzajemnym analizowaniu swoich charakterów - tego, jacy jesteśmy?
Poligonem dla takiej analizy staje się w "Zimowym śnie" rodzina i małżeństwo. Paradoksalnie, gdy bliscy ludzie wypominają sobie: jesteś dla mnie gorzej niż obcy(a), zmarnowałem(am) przy tobie życie - to jakby wyrażali też bliskość albo dążenie do bliskości, za którym często kryje się chęć dominacji.
Mistrzem analizy raniącej bliskości był Bergman. To on tutaj patronuje Ceylanowi, mimo wielu aluzji literackich. W napisach końcowych pojawiają się, jako źródła zapożyczeń, nazwiska Czechowa, Dostojewskiego, Szekspira. Ale pierwszym odniesieniem jest twórca "Scen z życia małżeńskiego".
Już sam tytuł filmu Ceylana odnosi się do jego innego, "zimowego" arcydzieła - filmu o pastorze, który zwątpił w wiarę i miłość, ale wciąż odprawia nabożeństwa, aż dochodzi do pełnego rezygnacji przyjęcia własnych ograniczeń. Ten film nosił u nas tytuł "Goście Wieczerzy Pańskiej", ale na świecie jest znany jako "Winter Light" - "Zimowe światło".
(…) Dla Bergmanowskiego pastora z "Zimowego światła" wiara okazuje się fałszem. Ale niewiara także. Tak też jest w przypadku bohatera "Zimowego snu". Gdzie jest prawda? Czy można wyjść poza siebie? Zobaczyć swoją małość i znieść ten widok? Czy głoszona przez religie miłość, współczucie, pokora są osiągalne, czy mają realną wartość, czy też w nieunikniony sposób łączą się z ludzką próżnością, dążeniem do przewagi? Który reżyser potrafi jeszcze ożywiać w kinie podobne pytania?
(…) Film wciąga widza w międzyludzką grę. Zapanowuje nad nami, tak jak gaduła i rezoner Aydin - w genialnej kreacji Haluka Bilginera - usiłuje zapanować nad młodą żoną, siostrą, która go nieustannie krytykuje, sąsiadem, którego skrzywdził.
Rzadko w kinie pojawia się taka figura jak Aydin. Drażni od pierwszego pojawienia się. Słuchając jego monologów, miałoby się ochotę powiedzieć: przestań się wymądrzać, nie oszukuj się, zrób jakiś ludzki gest. Jednak jest coś fascynującego w postaci tego przemądrzałego grafomana siedzącego po nocach nad felietonami na wzniosłe tematy, które pisze dla lokalnej gazety "Głos Stepu", roztaczającego wokół siebie aurę "człowieka wybitnego".
Wszyscy ludzie, z taką swadą analizujący swoje uczucia, tak wnikliwie i raniąco mówiący prawdę o sobie, odbijający ciosy i korzący się przed sobą, tworzą polifonię głosów wewnętrznych samego reżysera. Czy to nie on, jak kiedyś Bergman, spowiada się przed nami z własnych słabości? Gesty wspaniałomyślności i miłosierdzia kryją pychę. Przekonanie o własnej moralnej słuszności prowadzi do poniżenia innych. Religijna pokora trąci fałszem. Żadna prawda nie jest ostateczna. "Nie jesteś Bogiem" - mówi do Aydina siostra.
Tok akcji, rozgrywającej się podczas zimowych wieczorów, przy ogniu w kominku, w białym świetle laptopa, na którym Aydin pisze eseje o duchowości, punktują wydarzenia-skandale. One kondensują w sobie dramat i nadają mu napięcie. Początkiem lawiny wydarzeń będzie rozbicie kamieniem szyby samochodu Aydina. Rzucił go mały chłopiec z sąsiedztwa, z biednej rodziny mieszkającej w domu należącym do Aydina i nękanej przez komornika.
<< (…) Szybko mija zimowa noc rozrachunków, mimo że przez trzy godziny bohaterom filmu niemal nie zamykają się usta. Ale czy nie jest tak, że ogromną część życia spędzamy na wzajemnym analizowaniu swoich charakterów - tego, jacy jesteśmy?
Poligonem dla takiej analizy staje się w "Zimowym śnie" rodzina i małżeństwo. Paradoksalnie, gdy bliscy ludzie wypominają sobie: jesteś dla mnie gorzej niż obcy(a), zmarnowałem(am) przy tobie życie - to jakby wyrażali też bliskość albo dążenie do bliskości, za którym często kryje się chęć dominacji.
Mistrzem analizy raniącej bliskości był Bergman. To on tutaj patronuje Ceylanowi, mimo wielu aluzji literackich. W napisach końcowych pojawiają się, jako źródła zapożyczeń, nazwiska Czechowa, Dostojewskiego, Szekspira. Ale pierwszym odniesieniem jest twórca "Scen z życia małżeńskiego".
Już sam tytuł filmu Ceylana odnosi się do jego innego, "zimowego" arcydzieła - filmu o pastorze, który zwątpił w wiarę i miłość, ale wciąż odprawia nabożeństwa, aż dochodzi do pełnego rezygnacji przyjęcia własnych ograniczeń. Ten film nosił u nas tytuł "Goście Wieczerzy Pańskiej", ale na świecie jest znany jako "Winter Light" - "Zimowe światło".
(…) Dla Bergmanowskiego pastora z "Zimowego światła" wiara okazuje się fałszem. Ale niewiara także. Tak też jest w przypadku bohatera "Zimowego snu". Gdzie jest prawda? Czy można wyjść poza siebie? Zobaczyć swoją małość i znieść ten widok? Czy głoszona przez religie miłość, współczucie, pokora są osiągalne, czy mają realną wartość, czy też w nieunikniony sposób łączą się z ludzką próżnością, dążeniem do przewagi? Który reżyser potrafi jeszcze ożywiać w kinie podobne pytania?
(…) Film wciąga widza w międzyludzką grę. Zapanowuje nad nami, tak jak gaduła i rezoner Aydin - w genialnej kreacji Haluka Bilginera - usiłuje zapanować nad młodą żoną, siostrą, która go nieustannie krytykuje, sąsiadem, którego skrzywdził.
Rzadko w kinie pojawia się taka figura jak Aydin. Drażni od pierwszego pojawienia się. Słuchając jego monologów, miałoby się ochotę powiedzieć: przestań się wymądrzać, nie oszukuj się, zrób jakiś ludzki gest. Jednak jest coś fascynującego w postaci tego przemądrzałego grafomana siedzącego po nocach nad felietonami na wzniosłe tematy, które pisze dla lokalnej gazety "Głos Stepu", roztaczającego wokół siebie aurę "człowieka wybitnego".
Wszyscy ludzie, z taką swadą analizujący swoje uczucia, tak wnikliwie i raniąco mówiący prawdę o sobie, odbijający ciosy i korzący się przed sobą, tworzą polifonię głosów wewnętrznych samego reżysera. Czy to nie on, jak kiedyś Bergman, spowiada się przed nami z własnych słabości? Gesty wspaniałomyślności i miłosierdzia kryją pychę. Przekonanie o własnej moralnej słuszności prowadzi do poniżenia innych. Religijna pokora trąci fałszem. Żadna prawda nie jest ostateczna. "Nie jesteś Bogiem" - mówi do Aydina siostra.
Tok akcji, rozgrywającej się podczas zimowych wieczorów, przy ogniu w kominku, w białym świetle laptopa, na którym Aydin pisze eseje o duchowości, punktują wydarzenia-skandale. One kondensują w sobie dramat i nadają mu napięcie. Początkiem lawiny wydarzeń będzie rozbicie kamieniem szyby samochodu Aydina. Rzucił go mały chłopiec z sąsiedztwa, z biednej rodziny mieszkającej w domu należącym do Aydina i nękanej przez komornika.
Chłopiec
nie chce przeprosić. Ten wypadek zmusi Aydina do refleksji, która dojrzewa
przez cały film, uruchamia proces wewnętrznej przemiany. Pozornie niekształtna,
rozlewająca się na boki opowieść zostaje spięta kluczowym pytaniem, które pada
w rozmowie Aydina z siostrą: co to
znaczy "nie sprzeciwiaj się złu"? Zastanawiają się, czy to znaczy:
nie odpowiadaj na zło złem? Idea, tak mocno kojarzona z chrześcijaństwem,
jest więc żywa także w islamie?
Ceylan dotyka trudnej do nazwania granicy obcości, która przebiega przez nasz
świat, przez Turcję, Polskę, nasze rodziny, nas samych. I rzadko zdarza się
film, który miałby w sobie tyle pokory wobec rzeczywistości, zawsze innej, niż
nam się zdaje. Każdy z uczestników tej
nocnej przeprawy mógłby powiedzieć o sobie nad ranem: nie jesteś Bogiem. >>/Tadeusz Sobolewski, Wyobraź to sobie: nie jesteś Bogiem/
podkreślenia moje
czwartek, 9 października 2014
poniedziałek, 29 września 2014
remember that...
"Gdy człowiek wolny ponosi porażkę, to nikogo za to nie wini."
/Josif Brodski/
Myślę, że należy się kilka słów komentarza. Ten cytat jest jak najbardziej prawdziwy, z punktu widzenia współczesnej psychologii. Psycholog Sebastian Rosada pisze tak: Jeżeli czuję się wolny, mogę ponosić porażki i godzić się na nie, bo mam poczucie, że również mimo tych porażek jestem w porządku, wszystko ze mną ok. Jeśli nie czuję się wolny, potrzebuję przerzucać odpowiedzialność za moje przegrane na innych ludzi albo okoliczności zewnętrzne, z obawy przed naruszeniem mojego poczucia własnej wartości czy bycia ok.
Z tego właśnie powodu częściej przerzucają odpowiedzialność na innych ludzie o osobowości narcystycznej. Nie są oni bowiem w stanie zaakceptować własnej słabości, rysy na obrazie samego siebie, jaki w sobie noszą. W swoim mniemaniu za ich porażkę przede wszystkim będą winni inni - partnerzy, rodzice, dzieci, rząd, państwo, system, spisek, etc. Dlatego osób o narcystycznej osobowości nie sposób uznać za wolne z psychologicznego punktu widzenia, skoro są uzależnione od nieprawdziwego obrazu samych siebie.
Pogodzić się z własną porażką jest trudno, trudno ją zaakceptować, ale jest to możliwe. I naprawdę wyzwalające jest zaprzestanie postrzegania siebie jako ofiary, nie tylko z powodu uczciwości wobec innych i samego siebie oraz odpowiedzialności, jaką w końcu wtedy biorę za własne postępowanie, ale również z punktu widzenia zdrowia psychicznego. Rozpamiętując własną krzywdę, nigdy tak naprawdę nie ruszymy do przodu.
Oczywiście taki stan nie jest dany wszystkim. Trudno sobie wyobrazić ofiarę przemocy, która nagle postanawia wziąć odpowiedzialność za zaistniałą sytuację na siebie. Chodzi tu raczej o porażki i niepowodzenia, w których byliśmy stroną aktywną, angażowaliśmy własny potencjał, energię i wysiłek, i w których mieliśmy, choćby częściowy, wpływ na to, co się dzieje.
Raczej nie analizowałabym tego cytatu w kategoriach społeczeństwa. Uważam, że poczucie wolności, tak jak i np. poczucie winy, są tak subiektywnymi odczuciami, że nie można ich generalizować na duże grupy społeczne. W cytacie jest mowa o jednostce i tylko na tym poziomie można o nim rozprawiać.
/Josif Brodski/
Myślę, że należy się kilka słów komentarza. Ten cytat jest jak najbardziej prawdziwy, z punktu widzenia współczesnej psychologii. Psycholog Sebastian Rosada pisze tak: Jeżeli czuję się wolny, mogę ponosić porażki i godzić się na nie, bo mam poczucie, że również mimo tych porażek jestem w porządku, wszystko ze mną ok. Jeśli nie czuję się wolny, potrzebuję przerzucać odpowiedzialność za moje przegrane na innych ludzi albo okoliczności zewnętrzne, z obawy przed naruszeniem mojego poczucia własnej wartości czy bycia ok.
Z tego właśnie powodu częściej przerzucają odpowiedzialność na innych ludzie o osobowości narcystycznej. Nie są oni bowiem w stanie zaakceptować własnej słabości, rysy na obrazie samego siebie, jaki w sobie noszą. W swoim mniemaniu za ich porażkę przede wszystkim będą winni inni - partnerzy, rodzice, dzieci, rząd, państwo, system, spisek, etc. Dlatego osób o narcystycznej osobowości nie sposób uznać za wolne z psychologicznego punktu widzenia, skoro są uzależnione od nieprawdziwego obrazu samych siebie.
Pogodzić się z własną porażką jest trudno, trudno ją zaakceptować, ale jest to możliwe. I naprawdę wyzwalające jest zaprzestanie postrzegania siebie jako ofiary, nie tylko z powodu uczciwości wobec innych i samego siebie oraz odpowiedzialności, jaką w końcu wtedy biorę za własne postępowanie, ale również z punktu widzenia zdrowia psychicznego. Rozpamiętując własną krzywdę, nigdy tak naprawdę nie ruszymy do przodu.
Oczywiście taki stan nie jest dany wszystkim. Trudno sobie wyobrazić ofiarę przemocy, która nagle postanawia wziąć odpowiedzialność za zaistniałą sytuację na siebie. Chodzi tu raczej o porażki i niepowodzenia, w których byliśmy stroną aktywną, angażowaliśmy własny potencjał, energię i wysiłek, i w których mieliśmy, choćby częściowy, wpływ na to, co się dzieje.
Raczej nie analizowałabym tego cytatu w kategoriach społeczeństwa. Uważam, że poczucie wolności, tak jak i np. poczucie winy, są tak subiektywnymi odczuciami, że nie można ich generalizować na duże grupy społeczne. W cytacie jest mowa o jednostce i tylko na tym poziomie można o nim rozprawiać.
Stephen M. Johnson w swojej książce "Humanizowanie
narcystycznego stylu" mówi o trzech ekspresjach narcyzmu. Pierwsza z nich
to fałszywe Ja (self) charakteryzowane przede wszystkim przez wielkościowość i
omnipotencję oraz zależność od osiągnięć i pochwał. Przeciwległy biegun zajmuje
Ja symptomatyczne, objawowe. Jego wyznacznikami są dysforia i drażliwość,
wrażliwość na wstyd i upokorzenie, hipochondria, samotność i depresja,
wybuchowość. Osoba narcystyczna nie ma jednak dostępu do głęboko wypartej
ekspresji prawdziwego Ja, które zawiera bardzo pierwotne poczucie pustki, bólu,
wściekłości i archaiczne pragnienia relacji z obiektem (czyli wewnętrznym
wyobrażeniem osoby lub jakiegoś jej aspektu).
Archaiczne pragnienia relacji wiążą się - według twórcy psychologii self, Heinza Kohuta - z traktowaniem innych jako tzw. self-obiektów, czyli "obiektów dla ja". Obiekty te (osoby) mają spełniać nieświadome żądanie fuzji ("jesteśmy doskonałą jednią, nie ma różnic między nami"), bliźniactwa ("jesteśmy tacy sami, nie potrzeba nam komunikacji, bo ty chcesz tego, co ja"), odzwierciedlenia (zachwytu i potwierdzenia "jaki jesteś wspaniały") oraz potrzebę idealizacji (posiadania kogoś, kto jest wspaniały i przy kim można czuć się bezpiecznie "jesteś moim ideałem"). Kohut uważa te stany za naturalne w rozwoju i właśnie w ich "frustrowaniu" (czyli w sytuacjach, gdy rodzice niedostatecznie dobrze pełnili rolę self-obiektów) upatruje źródeł zaburzeń narcystycznych. Kernberg natomiast akcentuje kwestię używania innych ludzi przez osoby narcystyczne do umacniania swojego Ja. Niezdolność osób narcystycznych do kochania przejawia się silnymi uczuciami zawiści (głównie nieuświadamianej lub zaprzeczonej). Według Kernberga i brytyjskiej szkoły psychoanalityków Kleinowskich (od nazwiska Melanii Klein - kontynuatorki myśli Freuda, twórczyni psychoanalizy dziecięcej) tak jak wielkościowość jest główną cechą mniemania o sobie osoby narcystycznej, tak zawiść jest podstawowym uczuciem doświadczanym w relacjach z innymi. Broniąc się przed tym uczuciem, osoby narcystyczne uruchamiają mechanizmy defensywne. Mogą dewaluować innych, umniejszać ich osiągnięcia, nie okazywać zainteresowania, zawłaszczać ich pomysły i z pełnym przekonaniem traktować jako swoje, pogardzać innymi i triumfować. Bardzo łatwo z przyjaciela narcyza stać się jego wrogiem, podkreśla Kernberg. Często po początkowym uwiedzeniu jego urokiem, osoby z otoczenia stopniowo zaczynają czuć się ofiarami subtelnej psychicznej przemocy.
Archaiczne pragnienia relacji wiążą się - według twórcy psychologii self, Heinza Kohuta - z traktowaniem innych jako tzw. self-obiektów, czyli "obiektów dla ja". Obiekty te (osoby) mają spełniać nieświadome żądanie fuzji ("jesteśmy doskonałą jednią, nie ma różnic między nami"), bliźniactwa ("jesteśmy tacy sami, nie potrzeba nam komunikacji, bo ty chcesz tego, co ja"), odzwierciedlenia (zachwytu i potwierdzenia "jaki jesteś wspaniały") oraz potrzebę idealizacji (posiadania kogoś, kto jest wspaniały i przy kim można czuć się bezpiecznie "jesteś moim ideałem"). Kohut uważa te stany za naturalne w rozwoju i właśnie w ich "frustrowaniu" (czyli w sytuacjach, gdy rodzice niedostatecznie dobrze pełnili rolę self-obiektów) upatruje źródeł zaburzeń narcystycznych. Kernberg natomiast akcentuje kwestię używania innych ludzi przez osoby narcystyczne do umacniania swojego Ja. Niezdolność osób narcystycznych do kochania przejawia się silnymi uczuciami zawiści (głównie nieuświadamianej lub zaprzeczonej). Według Kernberga i brytyjskiej szkoły psychoanalityków Kleinowskich (od nazwiska Melanii Klein - kontynuatorki myśli Freuda, twórczyni psychoanalizy dziecięcej) tak jak wielkościowość jest główną cechą mniemania o sobie osoby narcystycznej, tak zawiść jest podstawowym uczuciem doświadczanym w relacjach z innymi. Broniąc się przed tym uczuciem, osoby narcystyczne uruchamiają mechanizmy defensywne. Mogą dewaluować innych, umniejszać ich osiągnięcia, nie okazywać zainteresowania, zawłaszczać ich pomysły i z pełnym przekonaniem traktować jako swoje, pogardzać innymi i triumfować. Bardzo łatwo z przyjaciela narcyza stać się jego wrogiem, podkreśla Kernberg. Często po początkowym uwiedzeniu jego urokiem, osoby z otoczenia stopniowo zaczynają czuć się ofiarami subtelnej psychicznej przemocy.
/Tomasz Garstka "Narcystyczne źródła przemocy"/
środa, 24 września 2014
gender equality is your issue too
Dziś w Sejmie odbywa się głosowanie nad przyjęciem Konwencji o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet. Mam nadzieję, że zostanie przyjęta, bo jest bardzo potrzebna. Statystyki są bezlitosne. Ale przemoc może być nie tylko fizyczna, wynikająca z użycia siły. Może być też ekonomiczna, słowna, psychiczna. Stosowana zarówno przez mężczyzn, jak i kobiety. Wobec współmałżonków, partnerów, dzieci... Obyśmy potrafili pomagać tym, którzy są jej ofiarami. Oby państwo potrafiło im pomagać. Po to potrzebna jest Konwencja, w Turcji przyjęta już trzy lata temu, w Polsce w niezrozumiały sposób blokowana.
Ważne jest jednak przeciwdziałanie. Brak dążenia do dominacji, do sprawowania władzy, zrozumienie, że mężczyźni i kobiety mają równe prawa i powinni mieć równe szanse, równe możliwości. Równość płci, walka z patriarchatem wszystkim nam przyniesie korzyści. Mężczyźni, bądźcie feministami, mówiła wczoraj w UN Emma Watson. Ale chodziło jej raczej, żeby byli w swoich poglądach równościowi, nie dyskryminowali ani nie dawali przywilejów żadnej z płci.
Ja mogę dźwigać ciężary, postaram się naprawić kran w łazience, skoszę trawę w ogrodzie i zwrócę uwagę własnemu ojcu, który mówi do mojego synka "chłopcy nie płaczą". Będę zmieniać mój świat codziennie, żeby moje dzieci żyły już w jego lepszej, równościowej wersji. Mam nadzieję.
Emma Watson's UN speech
You might be thinking who is this Harry Potter girl? And
what is she doing up on stage at the UN. It’s a good question and trust me I
have been asking myself the same thing. I don’t know if I am qualified to be
here. All I know is that I care about this problem. And I want to make it
better.
I started
questioning gender-based assumptions when at eight I was confused at being
called “bossy,” because I wanted to direct the plays we would put on for our
parents—but the boys were not.
When at 14 I started being sexualised by certain elements of
the press.
When at 15 my girlfriends started dropping out of their
sports teams because they didn’t want to appear “muscly.”
When at 18 my male friends were unable to express their
feelings.
I decided I was a feminist and this seemed uncomplicated to
me. But my recent research has shown me that feminism has become an unpopular
word.
Today we
are launching a campaign called “HeForShe.”
I am reaching out to you because I need your help. We
want to end gender inequality—and to do that we need everyone to be involved.
This is the first campaign of its kind at the UN: we want to
try and galvanise as many men and boys as possible to be advocates for gender
equality. And we don’t just want to talk about it, but make sure it is
tangible.
I was appointed six months ago and the more I have spoken
about feminism the more I have realized that fighting for women’s rights has
too often become synonymous with man-hating. If there is one thing I know for
certain, it is that this has to stop.
For the record, feminism by definition is: “The belief that
men and women should have equal rights and opportunities. It is the theory of
the political, economic and social equality of the sexes.”
I started questioning gender-based assumptions when at eight
I was confused at being called “bossy,” because I wanted to direct the plays we
would put on for our parents—but the boys were not.
When at 14 I started being sexualised by certain elements of
the press.
When at 15 my girlfriends started dropping out of their
sports teams because they didn’t want to appear “muscly.”
When at 18 my male friends were unable to express their
feelings.
I decided I was a feminist and this seemed uncomplicated to
me. But my recent research has shown me that feminism has become an unpopular
word.
Apparently I am among the ranks of women whose expressions
are seen as too strong, too aggressive, isolating, anti-men and, unattractive.
Why is the word such an uncomfortable one?
I am from Britain and think it is right that as a woman I am
paid the same as my male counterparts. I think it is right that I should be
able to make decisions about my own body. I think it is right that women be
involved on my behalf in the policies and decision-making of my country. I
think it is right that socially I am afforded the same respect as men. But
sadly I can say that there is no one country in the world where all women can
expect to receive these rights.
No country in the world can yet say they have achieved
gender equality.
These rights I consider to be human rights but I am one of
the lucky ones. My life is a sheer privilege because my parents didn’t love me
less because I was born a daughter. My school did not limit me because I was a
girl. My mentors didn’t assume I would go less far because I might give birth
to a child one day. These influencers were the gender equality ambassadors that
made who I am today. They may not know it, but they are the inadvertent
feminists who are. And we need more of those. And if you still hate the
word—it is not the word that is important but the idea and the ambition behind
it. Because not all women have been afforded the same rights that I have. In
fact, statistically, very few have been.
In 1997, Hilary Clinton made a famous speech in Beijing
about women’s rights. Sadly many of the things she wanted to change are still a
reality today.
But what stood out for me the most was that only 30 per cent
of her audience were male. How can we affect change in the world when only half
of it is invited or feel welcome to participate in the conversation?
Men—I would like to take this opportunity to extend your
formal invitation. Gender equality is your issue too.
Because to date, I’ve seen my father’s role as a parent
being valued less by society despite my needing his presence as a child as much
as my mother’s.
I’ve seen young men suffering from mental illness unable to
ask for help for fear it would make them look less “macho”—in fact in the UK
suicide is the biggest killer of men between 20-49; eclipsing road accidents,
cancer and coronary heart disease. I’ve seen men made fragile and insecure by a
distorted sense of what constitutes male success. Men don’t have the benefits
of equality either.
We don’t often talk about men being imprisoned by gender
stereotypes but I can see that that they are and that when they are free,
things will change for women as a natural consequence.
If men don’t have to be aggressive in order to be accepted
women won’t feel compelled to be submissive. If men don’t have to control,
women won’t have to be controlled.
Both men and women should feel free to be sensitive. Both
men and women should feel free to be strong… It is time that we all perceive
gender on a spectrum not as two opposing sets of ideals.
If we stop defining each other by what we are not and start
defining ourselves by what we are—we can all be freer and this is what HeForShe
is about. It’s about freedom.
I want men to take up this mantle. So their daughters,
sisters and mothers can be free from prejudice but also so that their sons have
permission to be vulnerable and human too—reclaim those parts of themselves
they abandoned and in doing so be a more true and complete version of
themselves.
You might be thinking who is this Harry Potter girl? And
what is she doing up on stage at the UN. It’s a good question and trust me I
have been asking myself the same thing. I don’t know if I am qualified to be
here. All I know is that I care about this problem. And I want to make it
better.
And having seen what I’ve seen—and given the chance—I feel
it is my duty to say something. English statesman Edmund Burke said: “All that
is needed for the forces of evil to triumph is for enough good men and women to
do nothing.”
In my nervousness for this speech and in my moments of doubt
I’ve told myself firmly—if not me, who, if not now, when. If you have similar
doubts when opportunities are presented to you I hope those words might be
helpful.
Because the reality is that if we do nothing it will take 75
years, or for me to be nearly 100, before women can expect to be paid the
same as men for the same work. 15.5 million girls will be married in the next
16 years as children. And at current rates it won’t be until 2086 before all
rural African girls will be able to receive a secondary education.
If you believe in equality, you might be one of those
inadvertent feminists I spoke of earlier.
And for this I applaud you.
We are struggling for a uniting word but the good news is we
have a uniting movement. It is called HeForShe. I am inviting you to step
forward, to be seen to speak up, To be the he for she. And to ask yourself if
not me, who, if not now when.
Thank you.
czwartek, 18 września 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)




