czwartek, 8 listopada 2012

ja ty on ona ono


Nikt nie odrzuca ciebie, odrzuca tylko to, kim jesteś według jego mniemania. Zresztą, jest to broń obosieczna, nikt też nie akceptuje ciebie. Dopóki ludzie się nie obudzą, po prostu akceptują lub odrzucają posiadane przez siebie wyobrażenie o tobie. Stworzyli sobie twój wizerunek i albo go odrzucają, albo akceptują.
                                                                                                       /Anthony de Mello/


środa, 7 listopada 2012

jeu d'echecs

W taką beznadziejną pogodę trzeba się jakąś miękką muzyką podratować, bo idzie wykitować.




vanitas

Walt Whitman, Czy nigdy na ciebie nie przyszła godzina

Czy nigdy na ciebie nie przyszła godzina,
Boski promień spadający nagle, aż pękają te bańki mydlane, moda, bogactwo,
Te gorliwe cele działania - książki, polityka, sztuka, amory,
I zostaje zupełnie nic?

Zdjęcie: Tomasz Gudzowaty

wtorek, 6 listopada 2012

fistaszki!

Jeżeli nerwica ma polegać na tym, że człowiek pragnie dwóch, zupełnie sprzecznych ze sobą rzeczy naraz, to, owszem, w takim razie jestem wariatką! Wiem, że przez całe życie będę się miotała pomiędzy różnymi, wykluczającymi się nawzajem pragnieniami! /Sylvia Plath, "Szklany klosz"/

poniedziałek, 5 listopada 2012

trzaski nocne

Mój ojciec powoli zanikał, wiądł w oczach.
Przykucnięty pod wielkimi poduszkami, dziko nastroszony kępami siwych włosów, rozmawiał ze sobą półgłosem, pogrążony w jakieś zawiłe wewnętrzne afery. Zdawać się mogło, że osobowość jego rozpadła się na wiele pokłóconych i rozbieżnych jaźni, gdyż kłócił się ze sobą głośno, pertraktował usilnie i namiętnie, przekonywał i prosił, to znowu zdawał się przewodniczyć zgromadzeniu wielu interesantów, których usiłował z całym nakładem żarliwości i swady pogodzić. Ale za każdym razem te hałaśliwe zebrania, pełne gorących temperamentów, rozpryskiwały się przy końcu wśród klątw, złorzeczeń i obelg. (...)
Zauważyliśmy wówczas wszyscy, że ojciec zaczął z dnia na dzień maleć jak orzech, który zasycha wewnątrz łupiny.
Zanikowi temu nie towarzyszył bynajmniej upadek sił. Przeciwnie, stan jego zdrowia, humor, ruchliwość zdawały się poprawiać.
Często śmiał się teraz głośno i szczebiotliwie, zanosił się wprost od śmiechu, albo też pukał w łóżko i odpowiadał sobie "proszę" w różnych tonacjach, wspinał się na szafę i przykucnięty pod sufitem porządkował coś w starych gratach, pełnych rdzy i kurzu.
/Bruno Schulz, "Sklepy cynamonowe" - "Nawiedzenie"/

1937, Manekiny krawca
Uwielbiam prozę Schulza. Jego grafiki również. Myślę, że, jak na ten talent, jest mimo wszystko niedoceniony albo doceniony niedostatecznie. Od dawna marzy mi się podróż do Drohobycza i do Truskawca, gdzie mieszkał i gdzie się leczył. Jako człowiek był ponoć zakompleksiony, niepozorny, nieśmiały, zamknięty w sobie. Introwertyzm był u niego oznaką wielkiej wyobraźni, której dał, na szczęście, upust w "Sklepach cynamonowych", "Sanatorium pod Klepsydrą", "Xiędze bałwochwalczej", freskach czy ilustracjach do "Ferdydurke" - tylko tyle po sobie zostawił. Jeszcze przekład "Procesu" Kafki.

W przyszłym tygodniu we Wrocławiu będzie Festiwal im. Brunona Schulza. Został zaplanowany z rozmachem, na pięć dni, które wypełnią panele dyskusyjne, wykłady, wernisaże, koncerty, zajęcia dla licealistów, konferencja naukowa. Wśród gości Gross, Flaszen, Gebert, Andruchowycz, Mikołejko, Bielik-Robson, Varga, Huelle, Śpiewak, Tuszyńska, Nowicki... W programie dyskusje nie tylko nad twórczością Schulza, ale i o stosunkach polsko-ukraińskich, żydostwie, życiu literackim Żydów. Imponujące. Skąd na to pieniądze - nie wiem. Ponoć od Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Tak czy inaczej - cieszę się. Bo jeszcze przed kryzysem trochę strawy duchowej mnie znieczuli.

1934, Bruno Schulz uczy rysunku w gimnazjum w Drohobyczu

niedziela, 4 listopada 2012

beats of freedom


"Beats of freedom" to bardzo dobry film, chociaż Skiba wyszedł tu na głównego inicjatora i zadymiarza Pomarańczowej Alternatywy, a jedni rozmówcy byli "bardziej" od innych. Tym niemniej - to ważny obraz. Podejrzewam, że należę do ostatniego pokolenia, które ten film jest w stanie naprawdę zrozumieć.



sobota, 3 listopada 2012

dotknąć morza

Julia Fiedorczuk, *** Droga. Lądowanie


Wyruszyłam w tę podróż, żeby przewietrzyć sny.
A nasze drogi przecięły się w niebie
gdzie szczupli ludzie zakładali maski
cicho jak buddowie. Twój głos
poprowadził mnie przez wyślizgane równiny
pełne światła o kolorze krwi.

Wyruszyłam w tę podróż, żeby jeszcze bardziej.
Dotknąć morza, które przez nas płynie.
Oto czemu zdobywam coraz nowe miasta.
Spadam z nieba jak dyskretny anioł.
Zaś gdy odchodzę nie zostawiam śladów.
Ani garstki piasku. Ani kropli wody.

Bowiem moją kroplę połączę z twoim oceanem:
chcesz, umrę z tobą. Tak się czasem mówi.
Bezbronne ciało nie sprosta źdźbłom czasu.
Ta historia mogłaby jednak mieć zakończenie,
bowiem teraz jeszcze jak najbardziej my.
Więc wyruszyłam w tę podróż, żeby coś znaleźć

lub zgubić. Wiersz
w kieliszku czerwonego wina.
Rzekę pełną popiołu i łez.

(Bowiem w mieście powinna zawsze obowiązywać noc)

Więc wyruszyłam w tę podróż by wrócić
lub nie.

Ty przygotowałeś łąkę.
Na której spłonęłam.


piątek, 2 listopada 2012

Schiele

Jeden z moich ulubionych malarzy, Egon Schiele, to malarz ciała. Pozostający pod wyraźnym wpływem Klimta, Schiele studiuje kobiecość i męskość, ale nie w ich naturalności, lecz w wystudiowanych, czasem dziwacznych, sztucznych pozach. Jest w jego obrazach coś niepokojącego, jakiś rodzaj napięcia, niespełnienia. Od erotyzmu u Schiele blisko do cierpienia i śmierci.



 

Kropkę nad i stawia Tori Amos, dziś rano usłyszana w Trójce :)